Browsing Category:

recenzja

In na ekranie, recenzja on
20 marca 2016

Genialne filmy krótkometrażowe za darmo!

Uwielbiam filmy krótkometrażowe! Mogłabym je pożerać codziennie na śniadanie! Niestety są one trudno dostępne, dlatego co sezon czekam na nowe edycje „Future Shorts”, czyli pokazu wybranych filmów krótkometrażowych. Mimo iż trwają przeważnie kilka/kilkanaście minut, potrafią nieźle namieszać w życiu. Uważam, że to wielka sztuka, aby w krótkim czasie poruszyć i rozwinąć ważny problem, robiąc przy okazji na widzu niezapomniane wrażenie.

Ubolewam nad tym, że filmy krótkometrażowe są w Polsce mało popularne. Tym wpisem chcę Was zachęcić do skosztowania tego rodzaju kinematografii. Na pierwszy ogień rzucam animacje. Są one wszystkie dostępne w wersji online, dlatego bez problemu możecie je zobaczyć.


Fear of flying

Wielokrotnie nagradzany film, którego twórcą jest Conor Finnegan. Opowiada historię ptaszka, który boi się latać. Obserwujemy go w momencie nadejścia zimy i poznania pięknej „ptaszycy”, która odlatuje do ciepłych krajów. Czy Dougal podąży za głosem serca pomimo swojego strachu?

Warto tutaj dodać, że animacja w tym filmie jest przepiękna! Zachwycają mnie zwierzęta oraz interior design domu Dougala.


The ChubbChubbs!

Uwaga! Przez 5 minut grozi Wam napad chichotu, więc nie oglądajcie tego w komunikacji miejskiej 🙂 Film Erica Armstronga dostał nawet Oskara i bardzo dobrze, gdyż śpiewająco opowiada historię pewnego konserwatora powierzchni płaskich, który w wolnych chwilach pielęgnuje swoje zamiłowanie do karaoke. Pewnego dnia nadchodzi  katastrofa… A ciąg dalszy zobaczcie sami!

Mała ciekawostka: polski tytuł tego filmu to „Czub-czuby” – trafiony! 🙂


Symphony no. 42

Długo czekałam na wersję online tego filmu. Już kilka miesięcy temu chciałam napisać ten post, jednakże zwlekałam, bo cały czas film Reki Bucsi nie był dostępny w internecie. W końcu się pojawił i czym prędzej go prezentuję. Jest w nim wszystko, co najlepsze w sztuce absurdu. Za pierwszym razem, kiedy go oglądałam – piałam ze śmiechu, a za drugim zaczęłam się zastanawiać i patrzeć na detale. I wiecie, co? Nawet nie potrafię powiedzieć, o czym jest ten film 🙂  Na szczęście znalazłam opis: „Symphony no. 42” pokazuje irracjonalne powiązanie człowieka z naturą. Możliwe.


Edmond was a donkey

Na koniec film krótkometrażowy z zupełnie  innej beczki. Smutny, przejmujący i cały w szarościach. Głównym bohaterem jest Edmond, korpo ludek. Jego każdy dzień wygląda tak samo; jest poniżany i wyśmiewany przez współpracowników. A to wszystko przez swój wzrost. Pewnego dnia, podczas kolejnego nieśmiesznego żartu, ktoś nakłada na Edmonda uszy z papieru. Zdarzenie to powoduje niesamowitą zmianę w życiu bohatera.


Ciekawa jestem, który film spodobał się Wam najbardziej i czy Wy też mi jakiś polecicie?

 

Gdybyście chcieli być na bieżąco z wpisami zenjowy oraz otrzymywać co pewien czas niespodzianki mailowe, to zapiszcie się na newsletter! Nie zapomnijcie sprawdzić potem skrzynki mailowej (ewentualnie katalogu ze spamem), aby potwierdzić subskrypcję. 🙂

In na ekranie, recenzja, rozwój osobisty on
6 marca 2016

5 seriali, bez których nie mogę teraz żyć

biurko, grafika, jakie seriale ogladac, mockup
Seriale przeżywają teraz renesans. Sama coraz częściej sięgam po serial, niż np. po film. Oglądam je podczas retuszowania zdjęć albo w przerwie obiadowej. Muszę przyznać, że jestem serialowym junkie 🙂

Zaprezentuję tutaj 5 seriali, bez których nie mogę teraz żyć. Specjalnie zawęziłam przedział czasowy do chwili obecnej, w przeciwnym razie nie dalibyście rady przeczytać wpisu, w którym dzielę się wszystkimi moimi ulubionymi serialami! Byłby o wiele za długi! Liczę na to, że i Wy mi coś polecicie! 🙂


Girls

W skrócie o serialu „Girls”: szalony, młodzieżowy i zaskakujący.  A teraz nieco dłuższe streszczenie: Hannah, Marnie, Jessa i Shoshanna to dwudziestoparoletnie przyjaciółki, które próbują żyć na własny rachunek. Doznają licznych wzlotów i upadków, a to wszystko z Nowym Jorkiem w tle. Brzmi banalnie, jednakże warto zobaczyć przynajmniej jeden odcinek, czyli około 25 minut, aby wsiąknąć w dziewczeńsko rozgadane towarzystwo, w którym główna bohaterka nie ma wymiarów 90/60/90 ani pracy w super hipsterskim magazynie.


Mozart in the jungle

Kiedy dowiedziałam się, że gra w nim Gael Garcia Berrnal, to stało się dla mnie jasne, że musiałam zobaczyć choć jeden odcinek! Gael nie jest tutaj jedyną postacią, która zapewnia wysoki poziom. Pozostali aktorzy + przepiękna muzyka + Nowy Jork robią swoje! I to w jakim stylu! Fabuła krąży wokół nowojorskiej firlharmonii, która rozpoczyna nowy sezon z nowym dyrygentem, granym przez Gaela. Uwierzcie mi, że ten aktor wcale nie musi grać uroczego faceta, on po prostu taki jest! Miałam okazję się o tym przekonać, gdy spotkałam go na festiwalu Berlinale 🙂

Zapomniałam dodać, że dwie inne przyprawy w tej filmowej uczcie to seks i narkotyki! 🙂


Suits

Oprócz śmiechu podczas oglądania, ważny jest dla mnie dreszczyk emocji. A zapewnia mi to bohater serialu „The Suits”. Mike Ross dostaje pracę w dużej firmie prawniczej, nie będąc prawnikiem. Udaje mu się to, gdyż jest sprytny, błyskotliwy i ma super pamięć. Zajmuje się wciągającymi sprawami, których akcja toczy się… w Nowym Jorku! 🙂


Younger

Nowy Jork po raz czwarty! Muszę w końcu się do niego wybrać, aby zobaczyć to zjawisko na własne oczy! 🙂 Tak właściwie, to też z jego powodu oglądam „Younger”. Serial nie jest bardzo ambitny, ale ma szybką fabułę, która się toczy w wydawnictwie. Zawsze ciekawiła mnie taka praca (uwielbiam książki!), dlatego oglądam perypetie Lizy, kobiety po 40-tce. Nie potrafi ona znaleźć pracy, gdyż ma długą przerwę w CV, dlatego wpada na pomysł, aby udawać dwudziestoparolatkę. Dzieki temu dostaje pracę asystentki w wydawnictwie książkowym.


The walking dead

Całkowicie inny klimat od pozostałych seriali. Długo zwlekałam, aby spróbować tego formatu. W sumie tak samo miałam z „Grą o tron”, do której również byłam uprzedzona bez powodu. Przełamałam się i przepadłam, oglądając coraz to bardziej rozkładające się zwłoki. Ciekawe jest to, że z czasem przyzwyczaiłam się do tego strasznego widoku. Dialogi może nie są wysokich lotów, lecz przygody niezwykle intrygujące i (podobnie jak w GOT) niespodziewanie giną ważni bohaterowie. Tak właściwie trudno mi wytłumaczyć, dlaczego podoba mi się ten serial. Nie chciałam go zobaczyć, bo wydawał mi się głupi, a teraz zauważam w nim problemy, o których zaczęłam dyskutować z innymi i zastanawiać się, jakby to było, gdyby ludzie zaczęli masowo ginąć…

PS Po kliknięciu na poszczególne zdjęcie, nastąpi przekierowanie do jego źródła.


Newsletter: zapraszam do zapisania się na newsletter, aby otrzymywać informacje o nowym wpisie oraz bonusy 🙂 Zajmuje to mniej niż 5 sekund. Nie zapomnijcie sprawdzić skrzynki mailowej, aby aktywować newsletter.

In książki, recenzja, rozwój osobisty on
1 stycznia 2016

Show your work od kulis – Austin Kleon

Lubię ciekawe książki, nie tylko pod kątem treści, ale i wydania. Największą frajdę sprawia mi, jeśli książka spełnia oba wymagania. Austin Kleon ujął mnie za serce swoją książką „Steal like an artist”, w której namawia czytelników do tego, aby inspirować się innymi. Kiedy wydał kolejną – „Show your work” – od razu wiedziałam, że muszę ją mieć! Jest świetnie wydana; kwadratowa, z żółtą okładką i okraszona odręcznym pismem autora. Ponadto tematyka tej książki jest jakby skierowana specjalnie do mnie 🙂 Nie ukrywam, że mam problem z pokazywaniem swojej pracy, działalności oraz projektów. Chowam w sobie przekonanie, że można tylko opublikować coś, co jest ukończone, wymuskane i tysiąc razy przemyślane. Zanim to nastąpi, muszę milczeć jak głaz i cierpliwie czekać do końca. Pewnie, że tak można i jest to dla wielu osób dobra opcja. Natomiast ja uwielbiam oglądać zdjęcia oraz filmy zza kulis. Czytając „Show your work” zauważyłam u siebie dysonans między tym zakorzenionym przekonaniem, a moim faktycznym zachowaniem wobec innych twórców. Nie wiem, czy mój sposób myślenia wynika z braku otwartości artystycznej, a może to przejaw życia w Polsce, w której prawie każdy boi się, że jego pomysł zostanie skopiowany? Nie mam jednoznacznej odpowiedzi, jedynie wiem, że przeszkadza mi takie życie w twórczej jaskini. W sumie ten blog jest trochę takim pokazywaniem moich działań, które może kiedyś zaprowadzą mnie do stworzenia własnego magazynu 🙂

Austin Kleon - książka o procesie twórczym zza kulis00010 Austin Kleon - książka o procesie twórczym zza kulis0003 Austin Kleon - książka o procesie twórczym zza kulis0001

Już znacie mój główny wniosek z książki Austina. Teraz przytoczę kilka innych ważnych myśli:

  • lepiej być amatorem niż geniuszem i dać sobie pozwolenie na popełnianie błędów,
  • warto zdać sobie sprawę, że ludzki gatunek jest zainteresowany innymi ludźmi, dlatego ciekawi go wszystko, nawet proces twórczy, Austin ujął to tak: „People really do want to see how the sausage gets made”,
  • pokazujmy naszą pracę od kulis!
  • dzięki temu pokazywaniu osoby oglądające czują, że biorą udział w kreatywnym procesie,
  • „behind the scenes” to jak otrzymanie wszystkich dodatków do DVD lub CD przed ich premierą,
  • publikujmy prace i proces twórczy innych artystów poprzez linkowanie do nich,
  • wiele innych cennych wskazówek.

Austin Kleon - książka o procesie twórczym zza kulis0004 Austin Kleon - książka o procesie twórczym zza kulis0005

Na końcu książki „Show your work” Austin dał checklistę z zadaniami, które czytelnik ma wykonać po jej przeczytaniu. Na pierwszym miejscu znajduje się polecenie, w którym autor nawołuje do opublikowania wpisu dot. projektu, nad którym się właśnie pracuje. No to nie będę dłużej zwlekać i podzielę się z Wami noworoczną nowiną, że pracuję nad sklepikiem internetowym oraz nad ZTC 🙂 A co to ZTC? Tak właściwie nie ma dobrego określenia; ani to kalendarz, ani notatnik ani książka. Chyba wszystko w jednym 🙂 Mam cichą nadzieję, że zainteresują Was wieści zza kulis 🙂

PS Polecam zobaczyć wystąpienie Austina Kleon podczas Blog Forum Gdańsk. Próbuje zachęcić do „kopiowania” innych 🙂


A Wy nie macie problemu z pokazywaniem projektu/pracy w trakcie tworzenia? A może wolicie czekać z publikacją na ukończenie dzieła?

Austin Kleon - książka o procesie twórczym zza kulis0007


In fotografia, grafika, książki, recenzja on
13 sierpnia 2015

A beautiful book, not mess!

Pamiętacie, jak zadeklarowałam w czerwcowym poście, że podczas letnich upałów przeczytam 3 książki? Jestem gotowa z „A beautiful mess photo idea book” (ABM) autorstwa sióstr: Elisie Larson i Emmy Chapman, które prowadzą bloga „A beautiful mess”. Książkę mam już od jakiegoś czasu i trochę ją przeglądałam, ale bez specjalnego zagłębiania się. Dopiero teraz ostro przysiadłam i rozprawiłam się z nią 🙂 Myślę, że pomogło mi w tym miejsce; idąc do biblioteki nie zabrałam ze sobą komputera, tylko samą księgę i notatniki, aby się skupić wyłącznie na tym, co chciałam. Dwa takie wypady spowodowały, że lekko i przyjemnie skonsumowałam ABM-a. Nawiasem mówiąc/pisząc, wydaje mi się, że widok innych osób w bibliotece, które ostro czytają lub piszą, duża przestrzeń oraz niekończący się sufit i klimatyzacja, również pomogły mi się skupić. Zwłaszcza to ostatnie 🙂 Dlatego i dzisiaj udaję się do biblioteki, aby rozprawić się z Austinem Kleonem!
zenja blog backstage buw
Wracając do książki ABM: przeczytacie tutaj bardzo subiektywną opinię. Zwłaszcza że nie sugerowałam się innymi recenzjami. Ba, nawet ich nie czytałam. Nie chciałam, aby na mnie wpłynęły, przez co moja byłaby podobna do innych.
Pozycja jest ciekawa dla mnie z dwóch powodów: napisana przez blogerki i o tematyce fotograficznej. Czyli świetna mieszanka! Książka ukazała się w 2013 r., co rzuca się w oczy, jeśli śledzimy późniejsze poczynania sióstr na ich blogu. Teraz robią po prostu lepsze zdjęcia. Jednak nie jest źle 🙂 Podoba mi się ich podejście, w którym podkreślają, że są przede wszystkim blogerkami, a nie pro fotografami. Idąc tym tropem – pokazują błędy, na których czytelnik może się uczyć. To duży plus książki.
Książka jest ładnie wydana, na dobrym papierze, w wygodnym kwadratowym formacie, liczy 240 stron, większość to zdjęcia. Tekst jest w języku angielskim na poziomie B1/B2. Miałam wrażenie, że Elsie i Emma mówią do mnie, gdyż używają potocznego języka, niepozbawionego zabawnych zwrotów.
abm książka zenja blog kolaż!
Na okładce widnieje informacja, że zawiera ona 95 fotograficznych pomysłów. Nie liczyłam, wierzę na słowo 🙂 Wiele z nich jest mi znanych, gdyż od kilku lat sama kombinuję i  rozwijam się fotograficzne. Mimo to wyciągnęłam dla siebie kilka, które planuję zrealizować, np.:
  • zrobić zdjęcie podczas jazdy na rowerze, ale w stanie spoczynku (obowiązkowo z ładnie wypełnionym koszykiem!),
  • pobawić się domowej roboty filtrami na obiektyw,
  • wydrukować czarno-białe zdjęcia i je pokolorować mazakami,
  • zrobić zaproszenia z użyciem własnych zdjęć (w ogóle fajną opcją jest robienie zaproszeń nawet na codzienne okazje, typu podwieczorek ze znajomymi czy wieczór filmowy),
  • zrobić własnoręcznie mydło,
  • kupić aktówkę i załadować do niego wywołane zdjęcia, zamiast trzymać je w dużym pudle.
ABM zawiera wiele pomocnych wskazówek, np. trick z autoportretem, polegający na wzięciu głębokiego oddechu i naciśnięciu spustu migawki, następnie na powolnym wypuszczaniu powietrza. A to wszystko po to, aby zdjęcie nie było poruszone, bo przy selfie sami trzymamy aparat w niewygodnej pozycji, przez co ręka zaczyna nam drżeć.
Siostry poświęcają dużo rozdziałów na DIY. Niektóre jak najbardziej trafione, np. niskobudżetowe pomysły na tła, obraz na płótnie z fotografii, czy poduszki z głową psa.
W książce można się doszukać kilku dziwnych, a właściwie źle wyglądających propozycji, chociaż trzeba przyznać, że idea była zacna, np. bombka ze zdjęciem czy mydło domowej roboty również ze zdjęciem.
zenja blog abm0001 zenja blog abm0002 zenja blog abm0004
Książka ABM stanowi cenne źródło wiedzy, mimo iż siostry podkreślają, że ich intencją był głównie przekaz pomysłów. Piszą o świetle, jakie jest dobre, jakie nie i pokazują na przykładach; dają wskazówki, jak sobie poradzić z niekorzystnym światłem, zwracają uwagę na głębię ostrości oraz na ustawianie znajomych/modeli przed obiektywem.
To tylko ułamek tego, co znajdziecie w książce, ale to na niego zwróciłam moją uwagę, gdyż jak pisałam, część pomysłów znałam już wcześniej 🙂 I tutaj nasuwa się pytanie, czy zatem żałuję zakupu ABM? „Absolutely not”! Tak chyba powiedziałyby Elsie i Emma 🙂 Oprócz tego, że lubię mieć książki, zwłaszcza te z fotografiami, to będę cały czas wykorzystywać tą, aby wcielać w życie zawarte w niej pomysły. Zaznaczyłam sobie je, aby nie umknęły. Dodatkowo mogę pokazywać klientom, jaki konkretnie pomysł chciałabym zrealizować. Dużo lepiej działają w tym wypadku zdjęcia niż same słowa. Jeszcze jedna sprawa: ważne jest dla mnie wspieranie innych, np. blogerów. Od lat śledzę bloga ABM i oprócz nabycia kursu nie miałam okazji, aby się „odwdzięczyć” za masę inspiracji i pomysłów, które znalazłam na tym blogu. Zakup książki jest dla mnie małą formą powiedzenia „dziękuję”.

I jak, macie ochotę zaopatrzyć się w książkę? Chyba że już ją posiadacie w swojej biblioteczce?

zenja blog abm0003