Co czujesz do…?

Do Warszawy czuję sympatię, szacunek i współczucie. Traktuję ją jako weterankę oraz feniksa, który podnosi się z popiołów. Nie trzeba pewnie nikomu uświadamiać, jakie straty poniosła podczas II wojny światowej. Mimo to szybko otrzepała kurz i dumnie, jak Syrenka z mieczem, weszła w XXI wiek.

Żal mi Warszawy nie tylko z powodu odniesionych ran, ale i też z powodu traktowania ją przez pokolenie młodych. Zauważyłam, że wielu ludzi przyjeżdża do stolicy, aby uszczknąć coś dla siebie. Jak im się już uda, to zapomina o wdzięczności wobec Warszawy. Na szczęście istnieje gro osób dbających o miasto i mających na celu polepszenie wyglądu oraz funkcjonowania przestrzeni miejskiej. Organizowane są akcje upiększania balkonów, aby było w mieście kolorowo, właściciele knajp zrzeszają się i zbierają śmieci po imprezach, odbywają się maratony uliczne, których kolorowo ubrani uczestnicy szerzą kulturę fizyczną, a ostatnio zagościły tu nawet kina plenerowe. Bardzo podobają mi się takie inicjatywy, to przez nie czuję, że miasto się rozwija, chcę w nim przebywać, gdyż ma coś do zaproponowania!

Przytoczę jeszcze kilka przykładów rozweselającej kultury miejskiej, aby zachęcić Was do zwiedzenia Warszawy nie tylko pod kątem historii, wykutej w licznych tablicach  upamiętniających nazistowskie zbrodnie, lecz zwracając uwagę na jej radosną twórczość.

i love warsaw kolaż

Murale oraz rzeźby: cieszę się, że jest ich coraz więcej. Oprócz funkcji estetycznej, pełnią rolę społeczną. Sygnalizują problemy, zmuszają do przystanięcia i zastanowienia się. Np. twarze dzieci oraz niebieskie anioły na Pradze Północ, tęcza na Placu Zbawiciela, słynna palma przy Rondzie de Gaulle’a i pegazy przy Pałacu Krasińskich. Uwielbiam!

Tymczasowe akcje: postawienie kolorowych pianin w różnych miejscach Śródmieścia było świetnym pomysłem, aby zjednoczyć ludzi. Szkoda, że akcja trwała krótko. Inna inicjatywa – w ubiegły weekend przed Pałacem Kultury stanęły food tracki. Ładnie zagospodarowano plac; oprócz rozwieszenia lampek, zorganizowano mobilny ogródek. Miło się jadło zapiekane tosty!

Na koniec chciałabym wspomnieć o nas, naszych ubraniach, rowerach i samochodach. Również tworzymy miasto i mamy wpływ, czy będzie tryskało radością, czy szarzyzną.

Przyznam się, że odczuwam niedosyt co do tematu wesołego miasta. Za mało Wam przedstawiłam kolorowych miejsc. To mnie mobilizuje, aby częściej sięgać po aparat czy tzw. „kalkulator”, by kolekcjonować wspomnienia na zdjęciach. Może wyślecie mnie gdzieś, abym coś uwieczniła? Nie musi być to w Warszawie. Polecicie coś? Czy jednak w całej Polsce szaro, buro i do domu daleko? 🙂

i love warsaw maluch