O robieniu na drutach z brunetem z reklamy Play

W ten upalny poranek polecam zaopatrzyć w drinka, tudzież w wodę z cytryną, wybrać wygodne miejsce do siedzenia/leżenia i zanurzyć się w rozmowę z osobą, o której wcześniej tylko wiedziałam, że jest sympatyczna. Teraz mogę dodać, że jest intrygująca, mądra i otwarta. A o kim mowa? O Macieju Łagodzińskim. Sami się przekonajcie 🙂


Zacznijmy z grubej rury: jak radzisz sobie z krytyką? Uważasz na to, co mówisz?

Ogólnie tak i wypowiadam się z rezerwą. Natomiast w gronie znajomych, jeśli ktoś mnie o coś pyta, to zakładam, że chce poznać moją opinię. Muszę być wtedy szczery i nie przejmuję się, że ktoś się obrazi. Jak nie będzie chciał się potem spotkać, to ok. Wychodzę wtedy z założenia, że pomyliliśmy się co do oceny naszej znajomości. Jeśli ktoś nie jest w stanie przyjąć mojej opinii, to nie mam z tym problemu. Ważne jest, aby powiedzieć wprost, że coś się nie podoba. Np. moi znajomi mogą mi powiedzieć, że mój głos brzmi dziwnie. Na początku wewnętrznie łapie mnie ścisk, jak to słyszę, ale nauczyłem się kontrolować tę reakcję. Wiem, że mogą mieć rację. Zaczynam analizować ich punkt widzenia, po czym oceniam, czy go podzielam, czy nie.

To bardzo cenne, że bierzesz pod uwagę zdanie innych, a nie wyznajesz zasady, że tylko Twoja prawda jest najtwojsza 🙂

Przy „filozofowaniu” nie zawsze mam takie podejście. Czyli np. jak rozmawiam o niejedzeniu mięsa z osobą, która je spożywa, to walczę za moją teorią. Powoli uczę się odpuszczać i akceptować stanowisko innych.

Rozumiem, że nie jadasz zwierząt. Czy to świeża sprawa?

To dawna sprawa. W latach 90-tych moja mama przyniosła kasetę video z wykładem dr Ewy Dąbrowskiej, która leczyła w tych czasach alergie i różne choroby wewnętrzne wegetarianizmem. Miała na swoim koncie sukcesy, ale zdarzało się, że dzieciaki powracały do niej po pół roku. Wtedy pani Ewa pytała, czy dziecko jadło mięso, a rodzic na to, że tak, bo były święta, to jak mógł nie zjeść króliczka 🙂

No i mama zaczęła gotować potrawy bezmięsne, ale potem powróciła do mięsa. Jednak ja ostatecznie przeszedłem na wegetarianizm dwa lata temu. Nie jem tego, co żyło, chodziło.

Dlaczego?

Możliwe, że to kwestia świadomości i zadania sobie pytania, jak to naprawdę jest, że uczestniczę w procesie i pewien etap pomijam, ten najważniejszy, czyli zabicie zwierzęcia. Zapytałem kiedyś moją mamę, czy zabiła zwierzę, bo ja nigdy (oprócz komara i muchy). Ze świeczkami w oczach odpowiedziała, że tak. Było jej wstyd i przykro. Zastanawiam się nad sytuacją, czy ja bym kiedykolwiek zabił jakieś zwierzę. Ciężko mi jednoznacznie stwierdzić. Na pewno zależałoby to od mojego przeżycia i gdyby nie było już żadnej rośliny na świecie, którą można byłoby zjeść…

Widziałem kiedyś filmik, w którym wypuszczono kurę z chowu klatkowego na wolność. Pierwszy raz w życiu widziała słońce, czuła trawę. Było to wzruszające. Uświadamia mi to, że zwierzęta czują i mają swe potrzeby. Kura przytulała się do trawy, podnosiła dziób do słońca, jakby się opalała. Widać było, że czuła ulgę, spokój.

maciej brunet play zenja0012

To teraz runda lżejszych pytań 🙂 Jak zaczynasz dzień?

Od kawy i papierosa. Po czym nie odzywam się do nikogo przez najbliższą godzinę. Jestem człowiekiem wsobnym. Irytuje mnie wręcz, gdy ktoś się rano budzi i od razu zaczyna trajkotać.

Ja też się zaliczam do grupy ludzi „#niemowdomniezrana” 🙂

Dokładnie! Kawa, papieros, drugi papieros, czwarty, kawa, może się wykąpię, a może jeszcze nie, lepiej śniadanie, albo jednak wezmę prysznic, hmm, prysznic nie – lepiej wanna. Następnie: co mam zjeść na śniadanie? Sadzone, czy na miękko, może coś innego. Albo wyjdę na miasto? No nie wiem. Sprawdzam fejsa, maila…

Ty to masz problemy!

W sumie, to z rana najważniejsza jest kawa i papieros. Jak nie ma kawy, to herbata i papieros.

A jak papierosa brak?

To jest źle.

A co Ci poprawia humor w ciągu dnia?

Kąpiele. Moje zeszłoroczne odkrycie to sól do kąpieli borowinowa o zapachu lawendowym. Polecam!

Lubisz coś celebrować?

Kiedyś z przyjaciółką, jeszcze za czasów akademii teatralnej, w pierwszych dniach wiosny, wychodziliśmy w kołdrach na balkon. I paliliśmy papierosa. Śniegi topniały i ptaszki ćwierkały.

maciej brunet play zenja0005

Jak wpadłeś na pomysł, aby być aktorem?

Wszystko zaczęło się w podstawówce. Przyszedł wrzesień. Trzeba było się nauczyć wiersza na pamięć. Wstałem, zacząłem mówić. Patrzałem w tablicę i deklamowałem. Gdy skończyłem, to zauważyłem, że cała klasa na mnie patrzyła. Lekcję prowadziła wtedy praktykantka i się popłakała. Zaczęła bić brawo, a ja się zastanawiałem, o co chodzi. Wstawiła mi szóstkę, bo jeszcze nigdy nie słyszała, żeby ktokolwiek tak wyrecytował wiersz. W liceum zacząłem myśleć o aktorstwie bardziej poważnie. Zapisałem się do koła teatralnego. Najwięcej udzielałem się w klasie maturalnej. Śpiewałem w kilku zespołach, chodziłem do miejskiego ośrodka kultury do grupy teatralnej. Poznałem tam znajomych, którzy tworzyli kabaret „NieMy”. To oni zaprosili mnie do przedstawiania bajek dzieciom. Zgodziłem się.

Widziałam jakiś czas temu u Adama Fidusiewicza na instagramie zdjęcie, na którym przygotowywał się do roli. Siedział w pokoju przed lustrem  i wokół niego wirowały kartki z tekstem. A u Ciebie jak ten proces wygląda?

Ja się uczę tekstu na próbach, szczególnie podczas prób stolikowych w teatrze, kiedy tekst się rozwala, analizuje, szuka w nim głębi. Szybciej przyswajam tekst, chodząc po scenie, czyli poprzez ruch. Jeśli muszę, to również uczę się w domu. Jestem burdelarzem (tzn bałaganiarzem – przyp. Zenja), siadam w tym moim chaosie i klepię tekst.

Jak wygląda rynek reklamy z perspektywy aktora?

Amatorzy zepsuli rynek. Zaniżyli stawki o 200%-300%. 15 lat temu aktor brał za reklamę np. 20 000 zł, obecnie około 3 000 zł.

Nie uważasz, że to i tak dużo w porównaniu do zarobków Polaków?

Nie. Po pierwsze: dlatego że sprzedajesz swój wizerunek, a to droga sprawa. Po drugie: taką reklamę dostaje się raz w roku, czy nawet raz na dwa, trzy lata. Reklama ta jest codziennie wyświetlana milionom osób. Gdyby firma zapłaciła Ci jeden grosz od osoby, do której dociera Twoja praca, lub od osoby, która idzie kupić produkt, który myśmy zareklamowali, zarabiałoby się więcej. Nie mówię, że moja praca jest ważniejsza od np. pracy mojej mamy, która jest pielęgniarką. Mama obsługuje 20 pacjentek dziennie, w miesiącu około 400. A ja jako aktor dałem rozrywkę np. 10000 ludziom w miesiącu. Czyli te 10000 zapłaciło mi za pracę, a mojej mamie 400 osób.

maciej brunet play zenja0014

Jaki tryb pracy bardziej Ci odpowiada: etatowy czy freelancerski?

Nie jestem za pracą etatową; powinno pracować się za prowizję, czyli w zależności od wyniku. Taka praca bardziej mnie mobilizuje. Jeśli jestem dobry, przez co produkt lepiej się sprzedaje, to dlaczego mam na tym więcej nie zarobić? Dlaczego mam się z kimś umawiać na etat? Jeśli ubiegam się o pracę na etat, to idę na rozmowę do szefa, i ustalam lub godzę się na określoną zapłatę, czyli np. 2000 zł miesięcznie. Gwarantuję, że będę harował jak wół, przynosił duże zyski. W takiej sytuacji trudno prosić szefa o podwyżkę za świetne wyniki. Skoro umówiliśmy na pracę za 2000 zł na czas nieokreślony, to czemu ma dawać mi więcej? To że dobrze pracuję, jest zgodne z naszymi wcześniejszymi ustaleniami.

Są ludzie, którzy potrzebują poczucia bezpieczeństwa, jaki daje etat. Jeśli go nie mają, to nie potrafią spokojnie pracować.

To złudne poczucie. Wiem, o czym mówię, bo byłem w teatrze na etacie. Zrezygnowałam. Ale się zabezpieczyłem; udało mi się zaoszczędzić trochę pieniędzy, by w razie braku zleceń, mieć za co przeżyć.

Co Ci daje papier, na którym jest napisane, że masz miesięczny okres wypowiedzenia? Czy to jest ubezpieczenie? To złudzenie i nim nie ma sensu się karmić.

Co dla Ciebie znaczy sukces?

To spełnianie marzeń.

Już spełniło Ci się jakieś?

Tak, szkoła aktorska. Lubię samą drogę do celu, czyli proces. Jak już osiągam efekt, to mam dużą dawkę niezadowolenia, że to już koniec. Ale pracuję nad tym, aby się cieszyć z tego, że coś mi się udało. Kiedy ukończyłem szkołę aktorską, to naszło mnie przerażenie, że nie wiem, co dalej ze mną. Całą kreatywną energię skupiłem na studiowaniu. Nie miałem kolejnego marzenia. Zacząłem grać w teatrze, ale z niego zrezygnowałem. Potem trafił się Play. Co będzie dalej, zobaczymy…

[metaslider id=770]

Masz inne pasje poza aktorstwem?

Mnie cieszy i bawi dużo rzeczy np. robótki ręczne.

Robisz na drutach?

Tak. Zrobiłem już czapkę. Moim marzeniem jest teraz wełniany płaszcz.

Z wycinek z Burdy?

Nie, zakupiłem książkę o robieniu na drutach. Nabrałem też ochoty do pracy w knajpie, ale nie w żadnym „discoklubie”, tylko w kawiarni, aby pobyć z ludźmi. Z drugiej strony marzę o zagraniu w filmie. Jestem ciekawy, z czym to się je, jak to się gryzie 🙂

Na koniec pytanie, które lubię zadawać; jakiej rady udzieliłbyś sobie ____-letniemu z obecnej perspektywy? Możesz wybrać wiek np. pomaturalny lub postudyjny.

Ostatnio udzielałem sobie rady, wykonując ćwiczenie w książce „Droga artysty” Julii Cameron. Przez 12 tygodni przerabia się różne zadania, np. trzeba pisać „poranne strony”, czyli zaraz po przebudzeniu spisujemy kilka kartek tekstu. Inne zadanie dotyczyło rad, które udzieliłbyś sobie, kiedy byłeś 6-latkiem, 20-latkiem, a nawet 90-latkiem.

To którą opcję wybierasz?

Najciekawsza to ta z 6-letnim mną.

Ale to osobiste.
Hmm…

Boże, Maciuś, co mam ci powiedzieć… Pierwsze, co mi przychodzi, to: nie poddawaj się. Nie poddawaj się. To jedyne, co mi przychodzi do głowy. Słowa też są aktualne na teraz, na moje 30 lat. To tyle, bo zaraz się rozkleję.

Dziękuję za wartościową rozmowę.


To już ostatni post w ramach wyzwania blogowego #‎blogujezowsiankaikawa‬. Dziękuję Bastalenie za organizację zabawy!

 [metaslider id=771]