6. piętro – w pracowni u Antoniny

Pracownia Antoniny mieści się na 6. piętrze eleganckiej kamienicy blisko Aleji Jerozolimskich w Warszawie. Ale nie sądzcie, że doświadczycie odgłosów zakorkowanego miasta! Panuje w niej kameralny klimat, sprzyjający twórczej atmosferze. Drewniane okiennice wychodzą na podwórze i na inne mieszkania, a szczególnie na jedno, chyba opuszczone, zagadkowe, jakby skrywało przedwojenne tajemnice. A to wszystko spowite atmosferą warszawskiego poranka, powoli zaczynającego tętnić życiem.

Read More

O dobrym życiu, serialach i fotografii

Zdjęcia Kasi znałam od jakiegoś czasu i bardzo mnie zdziwiło, kiedy nagle większość z nich została usunięta z jej portfolio. Zaintrygowało mnie to, dlatego zaproponowałam Kasi spotkanie, podczas którego chciałam się dowiedzieć, co się stało. Do klimatycznej kawiarni na Powiślu przybyła ze swoim wiernym towarzyszem – Russelem. Przy jego radosnych pląsach oraz aromacie dobrej herbaty, wywiązała się pomiędzy nami rozmowa na temat prostego i dobrego życia, pracy, nauki i fotografii. Zapraszam do spędzenia kilku chwil z Kasią Hołopiak.


Kasiu, jak się relaksujesz?

Uwielbiam oglądać amerykańskie seriale, np. „Mad Men” lub „True Detective”. Usprawiedliwiam się sama przed sobą, że robię to tylko kiedy jestem w kompletnej niemocy intelektualnej 🙂 Ostatnio zaczęłam też oglądać serial „The Americans” w hiszpańskiej wersji dubbingowej jako część nauki języka hiszpańskiego. Inne formy relaksu to długie spacery, najlepiej w górach i joga, którą ćwiczę od 15 lat. Jest ona częścią mojej pracy z ciałem.

Przeglądasz jakieś blogi?

Rzadko, chociaż są takie dwa, które uwielbiam i regularnie śledzę: blog Barta Pogody i jego żony Sylvii. Podoba mi się ich podejście do fotografii, a zwłaszcza stosunek Sylvii do życia. Jest on zrelaksowany, dbający o jakość. Oglądam za to sporo profili na Instagramie. Polecam np. Molly Steele, podróżującą po Stanach z aparatem analogowym.

rozmowa Kasia H zenja blog0003 rozmowa Kasia H zenja blog0004

Jak to się stało, że robisz teraz to, co robisz?

Kiedy zamieniłam korporację na pracę w administracji państwowej, miałam więcej wolnego czasu. Wtedy pomyślałam o fotografii. Złapałam za aparat i zaczęłam robić zdjęcia, ale czułam się bardzo niepewnie. Dlatego poszłam na studia fotograficzne i rozpoczęłam eksplorować temat.

Czyli nie żałujesz, że poszłaś na studia fotograficzne?

Nie. Byłam w dobrej szkole z ciekawymi zajęciami i ludźmi, którzy są dla mnie autorytetem. Nauczyli mnie myślenia projektowego i dzięki nim zainteresowałam się fotografią artystyczną. Technikę w głównej mierze opanowałam sama , robiąc dużo zdjęć w studio, ucząc się metodą prób i błędów.

Dlaczego nie jesteś pełnoetatowym fotografem?

Kiedy zaczęłam fotografować na serio, myślałam, że z czasem rzucę pracę na etacie i zajmę się wyłącznie fotografią. W między czasie zauważyłam, że trudno wyżyć z robienia zdjęć. Zdałam sobie też sprawę, że poświęcenie się tylko fotografii może być dla mnie w dalszej perspektywie ograniczające. Obawiałam się, że stanie się ona dla mnie rutyną, której nie będę mogła zmienić, bo pracując komercyjnie, nie ma się dużego pola do popisu, tylko trzeba robić to, czego oczekuje klient. Biorąc pod uwagę zlecenia architektoniczne, jakie wtedy miałam i ilość czasu spędzanego w Photoshopie, zadecydowałam, że zajmowanie się tylko i wyłącznie fotografowaniem, mogłoby być dla mnie zbyt męczące i monotonne.

Jaki rodzaj fotografii najchętniej uprawiasz?

Portret. Eksploruję minimalizm, szukam środków wyrazu tam, gdzie nie dzieje się za dużo, łapię coś niewidzialnego. Nie lubię fajerwerków podczas sesji.

Kasia Hołopiak kolaż zenja blog

Znam Twoje portfolio od jakiegoś czasu i kiedy przygotowywałam się do naszej rozmowy, zauważyłam, że się zmieniło. Brakuje w nim wielu zdjęć. Usunęłaś je?

Tak. To naturalny proces krytycznego przyglądania się temu, co się kiedyś zrobiło.

Ale aż tyle?

Co pewien czas przeglądam moje portfolio, oceniam zdjęcia, czy są w zgodzie z moją obecną estetyką i usuwam te, które nie spełniają moich oczekiwań. Nie jest to dla mnie nic wstydliwego. . Staram się świadomie podchodzić do życia, ewaluować je na bieżąco. Porażka jest naturalna i z niej wyciągamy największą naukę . Cieszę się, że jestem w stanie dostrzec moje błędy i robić coś lepszego.

Jakie rady dałabyś początkującemu fotografowi?

Robić dużo zdjęć i robić je wszędzie. Nie ograniczać się do fotografii portretowej, czerpać z wielu inspiracji, np. z fotografii ulicznej, bo to wszystko dużo wnosi do postrzegania świata, tworzenia historii. Trzeba oglądać dużo zdjęć, nie bać się inspirować, a nawet wzorować.

Gdzie widzisz siebie za 5 lat?

Przypuszczam, że moje życie będzie wyglądało mniej więcej tak samo. Kiedyś byłam osobą wybitnie ambitną i dążącą we wszystkim do perfekcji. Teraz moje myślenie kompletnie się zmieniło. Nie chcę być perfekcjonistką; interesuje mnie zwykłe życie. A fotografia będzie ze mną cały czas, bo dzięki niej życie staje się głębsze. Kiedy patrzę na świat przez aparat, o wiele więcej widzę. 

Dziękuję za rozmowę.

3 po 3 linki

3po3, czyli 3 odpowiedzi Kasi na 3 pytania

3 miejsca w Warszawie, które mnie relaksują i inspirują:

  1. Akademia Hatha-Jogi Sławomira Bubicza
  2. Las Bielański
  3. Leica Gallery
3 fotografów, których podziwiam:
  1. Philip-Lorca diCorcia
  2. Peter Lindbergh
  3. Hedi Slimane
3 książki godne polecenia:
  1. “The Ongoing Moment”, Geoff Dyer
  2. “Oczyszczenie”, Sofi Oksanen
  3. “Zen Habits”, Leo Babauta

rozmowa Kasia H zenja blog0002

Creative Mornings po krakowsku

Uwielbiam poranki. Wy też, prawda? 🙂 Pewnie nie wszyscy, ale gdybym Wam powiedziała, że macie wpaść na kreatywny poranek, z miłymi ludźmi, dobrą kawą i śniadaniem, to może wyczołgalibyście się z łóżka? Od jakiegoś czasu współorganizuję spotkania CreativeMornings w Warszawie. Byłam bardzo zaciekawiona, jak to się robi w Krakowie, dlatego tam się wybrałam. I tutaj przechodzę już do meritum tego wpisu: przedstawiam Wam Justynę Kozioł, która jest gospodarzem krakowskich CreativeMornings. Dodatkowo mówią o Niej „pani od PR-u”. Ale dlaczego – tego dowiecie się z rozmowy 🙂

Czy poranki są dla Ciebie ważne?

Tak, mam potrzebę świadomego przeżywania ich, aby były dla mnie, by się nie spieszyć, mieć czas na rozbudzenie się, posiedzenie w ciszy. Lubię też włączyć radio, posłuchać, co się dzieje, przeglądnąć gazetę lub portale internetowe. Uważam, że to, czym nasiąknę rano, ma niesamowitą moc – może wpłynąć na to, co mi zostanie w głowie przez resztę dnia. Taką moc ma właśnie CM (CreativeMornings).

Zanim zapytam Cię o ideę CM, podziel się proszę historią, jak wpadłaś na pomysł, aby organizować te spotkania?

Zaczęło się od celebrowania moich niedzielnych poranków. Był taki czas, kiedy w jednej z radiostacji emitowano niespieszne wywiady, trwały one nawet 2 godziny. Nieraz nastawiałam sobie specjalnie budzik, aby wstać na tą audycję. Słuchałam jej, będąc jeszcze w łóżku lub prząc kawę. To dawało mi przyjemny start. Pomyślałam sobie, że coś jest w tych rozmowach. Z niektórymi przemyśleniami pozostawałam na resztę dnia. Doszłam do wniosku, że takie coś można zrealizować np. w kawiarni i niekoniecznie w formie wywiadu, ale spotkania, podczas którego rozmawiałabym z daną osobą. Potem pomyślałam, że fajnie byłoby zaprosić jeszcze innych ludzi, którzy mogliby zadać pytania, napić się porannej kawy. W czasie, kiedy ten projekt kiełkował w mojej głowie, nie było wielu porannych wydarzeń w Krakowie, dlatego wydawało mi się, że to będzie coś nowego. Rozpoczęłam research od Berlina, który uwielbiam i cenię za kreatywność. Uwierz mi, że naprawdę wrzuciłam do wyszukiwarki hasło w stylu: „creative mornings berlin”.

I nie musiałaś pewnie długo szukać? 🙂

Tak, od razu trafiłam na stronę berlińskiego CM! Pomyślałam sobie, że i ja mogę być organizatorem takich spotkań w Krakowie. Wraz z koleżanką przygotowałyśmy zgłoszenie i wysłałyśmy ekipie z Nowego Jorku, która udziela licencji na CM. Bez problemu otrzymałyśmy zgodę.

zenja blog Justyna Kozioł0002

To uchyl teraz rąbka tajemnicy i powiedz w skrócie, o co chodzi w CM?

Creative Mornings to okazja do tego, aby się spotkać, w większym gronie, wspólnie wypić kawę, zjeść śniadanie i posłuchać historii ciekawej i kreatywnej osoby. Spotkania są darmowe, dla każdego, kto jest w stanie raz w miesiącu, często wcześniej niż zwykle, wstać i pojechać w innym kierunku niż na co dzień 🙂 Po takim spotkaniu nierzadko słyszę opinie od uczestników, że są pozytywnie naładowani i będą mieć o czym myśleć przez cały dzień. I oto właśnie chodzi!

Warto wspomnieć, że idea CM pochodzi z Nowego Jorku.

Tak, w Nowym Jorku powstał pierwszy zespół CM, a potem idea rozpowszechniła się na całym świecie. Obecnie zaangażowanych jest ponad 100 miast. W Polsce jest to Kraków i Warszawa.

3 po 3 linki

3 po 3, czyli 3 odpowiedzi na 3 pytania

3 miejsca w Krakowie, które mnie inspirują:

  1. Mostowa – fascynuje mnie, jak niczym nie wyróżniająca się ulica Mostowa, po zbudowaniu dochodzącej do niej kładki pieszo-rowerowej na Wiśle, ożyła rozrywkowo i kulturalnie, zachowując przy tym swój intymny charakter.
  2. Konfederacka 4 – kawiarnia/winebar w pomieszczeniach dawnej piekarni na Dębnikach, czyli poza typowymi szlakami turystyczno-knajpianymi, a jednak zawsze tam pełno życia i nieprzypadkowych gości.   
  3. Nowa Huta – wychowałam się w Nowej Hucie i bardzo emocjonalnie odbieram wszystko, co się tam dzieje. Z ciekawością obserwuję społeczne i kulturalne inicjatywy, które tam powstają. Nowohucka rysowniczka, Agata Dębicka, zrobiła kiedyś ilustrację z podpisem: „Możesz wyrwać dziewczynę z Huty, ale Huty z dziewczyny nie wyrwiesz”. To o mnie 🙂

3 miejsca w sieci, które regularnie odwiedzam to Facebook, poczta i konto w banku 🙂 A tak serio, to z tych naprawdę ulubionych wymieniłabym:

  1. CreativeMornings.com – chętnie sprawdzam, co słychać i o czym rozmawia się w innych miastach.
  2. TheGreatDiscontent.com – wywiady z kreatywnymi, mam swoje ulubione, do których regularnie wracam, np. do rozmowy z Debbie Millman.
  3. WhatShouldIeatForBreakfastToday.com – po pierwsze dlatego, że lubię celebrować poranki i śniadania, po drugie ze względu na zdjęcia i historie, a po trzecie z powodu mojego ukochanego Berlina, który pojawia się w tle.

3 biografie/autobiografie, które polecam:

  1. Proszę bardzo” Andy Rottenberg
  2. „Ferwor. Życie Aliny Szapocznikow” Marka Beylin’a
  3. „Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak” Anny Kamińskiej

zenja blog Justyna Kozioł0004

Słyszałam, że byłaś „u źródła”?

Skorzystałam z zaproszenia i pojechałam na międzynarodowy zlot organizatorów CM do Nowego Jorku. Chciałam porozmawiać z innymi osobami, poznać Tinę, która to wymyśliła, sprawdzić, czy nadajemy na tych samych falach. I oczywiście miałam w planach zwiedzić NY 🙂 Utwierdziłam się w przekonaniu, że projekt tworzy grupa pozytywnych zapaleńców ze świetnymi pomysłami! Idea CM stała się dla mnie bardziej namacalna i poznałam ludzi, którzy za nią stoją.

Odwiedziłaś jeszcze CM w Berlinie. Jak wypada Kraków w porównaniu z NY i Berlinem?

Dosyć dobrze. Nie mamy czego się wstydzić, mimo iż działamy na mniejszą skalę. W nowojorskich spotkaniach bierze udział około 500 osób, w Berlinie trochę mniej. Ale doszły do mnie głosy, że to właśnie na kameralnych spotkaniach panuje klimat skory do rozmów z prelegentem i między sobą. Pod względem energii, ludzi i atmosfery nie odstajemy od pozostałych miast.

Czy bycie PR-owcem pomaga Ci przy organizacji spotkań CM?

Jak najbardziej. Moja praca wymaga ode mnie kreatywności i niebania się zadzwonienia do kogoś, zaproponowania współpracy, wystąpienia lub sponsoringu. Praca w PR-ze nauczyła mnie, że nie ma „świętych krów”, czyli osób, do których nie da się dotrzeć. Kiedy zaczynałam pracować w branży, byłam dosyć nieśmiała. Nauczyłam się wychodzić ze strefy komfortu. Przeszłam niesamowitą drogę i teraz łatwiej i sprawniej wychodzi mi organizowanie spotkań.

Nie boisz się odrzucenia, kiedy proponujesz współpracę w ramach CM? Jest ona non profit, więc pewnie nie zawsze otrzymujesz pozytywną odpowiedź.

Boję się i wiadomo, że odrzucenie jest nieprzyjemne. Ale to mnie nie powstrzymuje. Jeśli mi ktoś odmawia i czuję, że nie da się z tym nic zrobić, to myślę sobie, że znajdzie się inny człowiek, inny pomysł, inne rozwiązanie.

Czyli nie winisz siebie za to?

Jeśli zrobiłam coś źle, to „mam ze sobą pogadankę” i wyciągam wnioski. Ale dalej próbuję. Uważam, że warto zrobić błąd i usłyszeć odmowę, niż nic nie robić. Gdybym miała kierować się lękiem, to musiałabym poszukać sobie innego zajęcia. Odmowa jest elementem całego procesu.

Czy CM jest Twoim hobby?

Jestem ciekawa ludzkich historii, uwielbiam czytać biografie. CM jest sposobem na to, aby posłuchać przez 20 minut o życiu kreatywnych osób. W tym sensie pokrywa się to z moimi pasjami. Dodatkowo nic mnie tak w życiu nie inspiruje do działania i nie generuje nowych pomysłów, jak słuchanie, podglądanie, obserwowanie i poznawanie fascynujących osób.

Kiedy odbędzie się kolejne spotkanie w Krakowie i jak można wziąć w nim udział?

Najbliższe spotkanie odbędzie się 25. września, ale wszystkie miejsca od dawna są już zarezerwowane. Zapraszam na CreativeMornings/Kraków w październiku – będziemy wtedy obchodzić drugie urodziny. Szczegóły zapowiemy na naszym fanpage’u.

Dziękuję za kreatywną rozmowę!

Dziękuję.

zenja blog Justyna Kozioł0001

O robieniu na drutach z brunetem z reklamy Play

W ten upalny poranek polecam zaopatrzyć w drinka, tudzież w wodę z cytryną, wybrać wygodne miejsce do siedzenia/leżenia i zanurzyć się w rozmowę z osobą, o której wcześniej tylko wiedziałam, że jest sympatyczna. Teraz mogę dodać, że jest intrygująca, mądra i otwarta. A o kim mowa? O Macieju Łagodzińskim. Sami się przekonajcie 🙂


Zacznijmy z grubej rury: jak radzisz sobie z krytyką? Uważasz na to, co mówisz?

Ogólnie tak i wypowiadam się z rezerwą. Natomiast w gronie znajomych, jeśli ktoś mnie o coś pyta, to zakładam, że chce poznać moją opinię. Muszę być wtedy szczery i nie przejmuję się, że ktoś się obrazi. Jak nie będzie chciał się potem spotkać, to ok. Wychodzę wtedy z założenia, że pomyliliśmy się co do oceny naszej znajomości. Jeśli ktoś nie jest w stanie przyjąć mojej opinii, to nie mam z tym problemu. Ważne jest, aby powiedzieć wprost, że coś się nie podoba. Np. moi znajomi mogą mi powiedzieć, że mój głos brzmi dziwnie. Na początku wewnętrznie łapie mnie ścisk, jak to słyszę, ale nauczyłem się kontrolować tę reakcję. Wiem, że mogą mieć rację. Zaczynam analizować ich punkt widzenia, po czym oceniam, czy go podzielam, czy nie.

To bardzo cenne, że bierzesz pod uwagę zdanie innych, a nie wyznajesz zasady, że tylko Twoja prawda jest najtwojsza 🙂

Przy „filozofowaniu” nie zawsze mam takie podejście. Czyli np. jak rozmawiam o niejedzeniu mięsa z osobą, która je spożywa, to walczę za moją teorią. Powoli uczę się odpuszczać i akceptować stanowisko innych.

Rozumiem, że nie jadasz zwierząt. Czy to świeża sprawa?

To dawna sprawa. W latach 90-tych moja mama przyniosła kasetę video z wykładem dr Ewy Dąbrowskiej, która leczyła w tych czasach alergie i różne choroby wewnętrzne wegetarianizmem. Miała na swoim koncie sukcesy, ale zdarzało się, że dzieciaki powracały do niej po pół roku. Wtedy pani Ewa pytała, czy dziecko jadło mięso, a rodzic na to, że tak, bo były święta, to jak mógł nie zjeść króliczka 🙂

No i mama zaczęła gotować potrawy bezmięsne, ale potem powróciła do mięsa. Jednak ja ostatecznie przeszedłem na wegetarianizm dwa lata temu. Nie jem tego, co żyło, chodziło.

Dlaczego?

Możliwe, że to kwestia świadomości i zadania sobie pytania, jak to naprawdę jest, że uczestniczę w procesie i pewien etap pomijam, ten najważniejszy, czyli zabicie zwierzęcia. Zapytałem kiedyś moją mamę, czy zabiła zwierzę, bo ja nigdy (oprócz komara i muchy). Ze świeczkami w oczach odpowiedziała, że tak. Było jej wstyd i przykro. Zastanawiam się nad sytuacją, czy ja bym kiedykolwiek zabił jakieś zwierzę. Ciężko mi jednoznacznie stwierdzić. Na pewno zależałoby to od mojego przeżycia i gdyby nie było już żadnej rośliny na świecie, którą można byłoby zjeść…

Widziałem kiedyś filmik, w którym wypuszczono kurę z chowu klatkowego na wolność. Pierwszy raz w życiu widziała słońce, czuła trawę. Było to wzruszające. Uświadamia mi to, że zwierzęta czują i mają swe potrzeby. Kura przytulała się do trawy, podnosiła dziób do słońca, jakby się opalała. Widać było, że czuła ulgę, spokój.

maciej brunet play zenja0012

To teraz runda lżejszych pytań 🙂 Jak zaczynasz dzień?

Od kawy i papierosa. Po czym nie odzywam się do nikogo przez najbliższą godzinę. Jestem człowiekiem wsobnym. Irytuje mnie wręcz, gdy ktoś się rano budzi i od razu zaczyna trajkotać.

Ja też się zaliczam do grupy ludzi „#niemowdomniezrana” 🙂

Dokładnie! Kawa, papieros, drugi papieros, czwarty, kawa, może się wykąpię, a może jeszcze nie, lepiej śniadanie, albo jednak wezmę prysznic, hmm, prysznic nie – lepiej wanna. Następnie: co mam zjeść na śniadanie? Sadzone, czy na miękko, może coś innego. Albo wyjdę na miasto? No nie wiem. Sprawdzam fejsa, maila…

Ty to masz problemy!

W sumie, to z rana najważniejsza jest kawa i papieros. Jak nie ma kawy, to herbata i papieros.

A jak papierosa brak?

To jest źle.

A co Ci poprawia humor w ciągu dnia?

Kąpiele. Moje zeszłoroczne odkrycie to sól do kąpieli borowinowa o zapachu lawendowym. Polecam!

Lubisz coś celebrować?

Kiedyś z przyjaciółką, jeszcze za czasów akademii teatralnej, w pierwszych dniach wiosny, wychodziliśmy w kołdrach na balkon. I paliliśmy papierosa. Śniegi topniały i ptaszki ćwierkały.

maciej brunet play zenja0005

Jak wpadłeś na pomysł, aby być aktorem?

Wszystko zaczęło się w podstawówce. Przyszedł wrzesień. Trzeba było się nauczyć wiersza na pamięć. Wstałem, zacząłem mówić. Patrzałem w tablicę i deklamowałem. Gdy skończyłem, to zauważyłem, że cała klasa na mnie patrzyła. Lekcję prowadziła wtedy praktykantka i się popłakała. Zaczęła bić brawo, a ja się zastanawiałem, o co chodzi. Wstawiła mi szóstkę, bo jeszcze nigdy nie słyszała, żeby ktokolwiek tak wyrecytował wiersz. W liceum zacząłem myśleć o aktorstwie bardziej poważnie. Zapisałem się do koła teatralnego. Najwięcej udzielałem się w klasie maturalnej. Śpiewałem w kilku zespołach, chodziłem do miejskiego ośrodka kultury do grupy teatralnej. Poznałem tam znajomych, którzy tworzyli kabaret „NieMy”. To oni zaprosili mnie do przedstawiania bajek dzieciom. Zgodziłem się.

Widziałam jakiś czas temu u Adama Fidusiewicza na instagramie zdjęcie, na którym przygotowywał się do roli. Siedział w pokoju przed lustrem  i wokół niego wirowały kartki z tekstem. A u Ciebie jak ten proces wygląda?

Ja się uczę tekstu na próbach, szczególnie podczas prób stolikowych w teatrze, kiedy tekst się rozwala, analizuje, szuka w nim głębi. Szybciej przyswajam tekst, chodząc po scenie, czyli poprzez ruch. Jeśli muszę, to również uczę się w domu. Jestem burdelarzem (tzn bałaganiarzem – przyp. Zenja), siadam w tym moim chaosie i klepię tekst.

Jak wygląda rynek reklamy z perspektywy aktora?

Amatorzy zepsuli rynek. Zaniżyli stawki o 200%-300%. 15 lat temu aktor brał za reklamę np. 20 000 zł, obecnie około 3 000 zł.

Nie uważasz, że to i tak dużo w porównaniu do zarobków Polaków?

Nie. Po pierwsze: dlatego że sprzedajesz swój wizerunek, a to droga sprawa. Po drugie: taką reklamę dostaje się raz w roku, czy nawet raz na dwa, trzy lata. Reklama ta jest codziennie wyświetlana milionom osób. Gdyby firma zapłaciła Ci jeden grosz od osoby, do której dociera Twoja praca, lub od osoby, która idzie kupić produkt, który myśmy zareklamowali, zarabiałoby się więcej. Nie mówię, że moja praca jest ważniejsza od np. pracy mojej mamy, która jest pielęgniarką. Mama obsługuje 20 pacjentek dziennie, w miesiącu około 400. A ja jako aktor dałem rozrywkę np. 10000 ludziom w miesiącu. Czyli te 10000 zapłaciło mi za pracę, a mojej mamie 400 osób.

maciej brunet play zenja0014

Jaki tryb pracy bardziej Ci odpowiada: etatowy czy freelancerski?

Nie jestem za pracą etatową; powinno pracować się za prowizję, czyli w zależności od wyniku. Taka praca bardziej mnie mobilizuje. Jeśli jestem dobry, przez co produkt lepiej się sprzedaje, to dlaczego mam na tym więcej nie zarobić? Dlaczego mam się z kimś umawiać na etat? Jeśli ubiegam się o pracę na etat, to idę na rozmowę do szefa, i ustalam lub godzę się na określoną zapłatę, czyli np. 2000 zł miesięcznie. Gwarantuję, że będę harował jak wół, przynosił duże zyski. W takiej sytuacji trudno prosić szefa o podwyżkę za świetne wyniki. Skoro umówiliśmy na pracę za 2000 zł na czas nieokreślony, to czemu ma dawać mi więcej? To że dobrze pracuję, jest zgodne z naszymi wcześniejszymi ustaleniami.

Są ludzie, którzy potrzebują poczucia bezpieczeństwa, jaki daje etat. Jeśli go nie mają, to nie potrafią spokojnie pracować.

To złudne poczucie. Wiem, o czym mówię, bo byłem w teatrze na etacie. Zrezygnowałam. Ale się zabezpieczyłem; udało mi się zaoszczędzić trochę pieniędzy, by w razie braku zleceń, mieć za co przeżyć.

Co Ci daje papier, na którym jest napisane, że masz miesięczny okres wypowiedzenia? Czy to jest ubezpieczenie? To złudzenie i nim nie ma sensu się karmić.

Co dla Ciebie znaczy sukces?

To spełnianie marzeń.

Już spełniło Ci się jakieś?

Tak, szkoła aktorska. Lubię samą drogę do celu, czyli proces. Jak już osiągam efekt, to mam dużą dawkę niezadowolenia, że to już koniec. Ale pracuję nad tym, aby się cieszyć z tego, że coś mi się udało. Kiedy ukończyłem szkołę aktorską, to naszło mnie przerażenie, że nie wiem, co dalej ze mną. Całą kreatywną energię skupiłem na studiowaniu. Nie miałem kolejnego marzenia. Zacząłem grać w teatrze, ale z niego zrezygnowałem. Potem trafił się Play. Co będzie dalej, zobaczymy…

[metaslider id=770]

Masz inne pasje poza aktorstwem?

Mnie cieszy i bawi dużo rzeczy np. robótki ręczne.

Robisz na drutach?

Tak. Zrobiłem już czapkę. Moim marzeniem jest teraz wełniany płaszcz.

Z wycinek z Burdy?

Nie, zakupiłem książkę o robieniu na drutach. Nabrałem też ochoty do pracy w knajpie, ale nie w żadnym „discoklubie”, tylko w kawiarni, aby pobyć z ludźmi. Z drugiej strony marzę o zagraniu w filmie. Jestem ciekawy, z czym to się je, jak to się gryzie 🙂

Na koniec pytanie, które lubię zadawać; jakiej rady udzieliłbyś sobie ____-letniemu z obecnej perspektywy? Możesz wybrać wiek np. pomaturalny lub postudyjny.

Ostatnio udzielałem sobie rady, wykonując ćwiczenie w książce „Droga artysty” Julii Cameron. Przez 12 tygodni przerabia się różne zadania, np. trzeba pisać „poranne strony”, czyli zaraz po przebudzeniu spisujemy kilka kartek tekstu. Inne zadanie dotyczyło rad, które udzieliłbyś sobie, kiedy byłeś 6-latkiem, 20-latkiem, a nawet 90-latkiem.

To którą opcję wybierasz?

Najciekawsza to ta z 6-letnim mną.

Ale to osobiste.
Hmm…

Boże, Maciuś, co mam ci powiedzieć… Pierwsze, co mi przychodzi, to: nie poddawaj się. Nie poddawaj się. To jedyne, co mi przychodzi do głowy. Słowa też są aktualne na teraz, na moje 30 lat. To tyle, bo zaraz się rozkleję.

Dziękuję za wartościową rozmowę.


To już ostatni post w ramach wyzwania blogowego #‎blogujezowsiankaikawa‬. Dziękuję Bastalenie za organizację zabawy!

 [metaslider id=771]