Uczę się rysować, czyli druga edycja wyzwania

Jak nauczyć się rysować? Poprzez praktykę! A jak zacząć praktykować? Biorąc udział w wyzwaniu gryzmołowym „14 days of doodling”! To już druga edycja kreatywnej zabawy. Pierwsza odbyła się w sierpniu i wyłoniła niezwykle ciekawe osoby! Nie powiem, że nauczyłam się rysować, jednakże pobudziłam wyobraźnię i zaczęłam więcej rysować. Tak dla porównania: w specjalnym notesie do rysunków miałam zapełnionych zaledwie 13 kartek (od stycznia 2014), natomiast po wyzwaniu do dzisiaj stworzyłam 14 ilustracji. Dodatkowo odkryłam technikę rysowania, którą obecnie się posługę, czyli kredki plus cienkopis do konturowania.

Jeśli teraz się przeraziliście, bo nie umiecie rysować (tak jak ja, o czym tutaj pisałam), to „nie bój żaby”! W wyzwaniu rysowniczym nie chodzi o stworzenie arcydzieł (chyba że potrafisz), tylko o posługiwanie się kredkami, pisakami, ołówkami tak, jak umiesz. Po prostu.

Zaczynamy zabawę z początkiem grudnia, czyli 1.12.2015r. Od wtorku do piątku rysujemy/gryzmolimy coś, co jest interpretacją tematu, podanego w szablonie. W tych dniach używamy głównie kredek. W kolejnym tygodniu; od 7. do 11.grudnia posługujemy się mazakami/cienkopisami/flamastrami/pisakami. Natomiast w ostatnim tygodniu wyzwania, czyli od 14. do 18.12. wybieracie dowolną technikę, ale inną od poprzednich.

Pamiętajcie, że rysujemy tylko w robocze dni tygodnia, w weekend dajemy odpoczynek naszej wyobraźni i ręce! 🙂

Aby być cały czas zmotywowanym, będziemy się wspierać w mediach społecznościowych. Odnajdziemy się poprzez hashtag #decemberdoodling. Codziennie będę publikować zdjęcie mojego gryzmoła na Instagramie i wszystkich dopingować. Do czego i również Was namawiam! To bardzo przyjemne, kiedy czytam, że da się rozszyfrować, co tam narysowałam 🙂

Ostatni rysunek wykonujemy 18.grudnia. Zachęcam do przesłania pracy, gdyż czeka na Was mały upominek i podium dla najlepszego gryzmołowicza! Na skan lub zdjęcie (wyraźne, jasne) wypełnionej pracy macie czas aż do 27.grudnia. Pewnie niektórzy z Was będą w tym okresie zagonieni, dlatego specjalnie daję więcej czasu na wysłanie maila na adres: hallo@zenja.pl, w którym proszę o podpis i  ewentualne podanie pseudonimu albo nazwy bloga, jeśli go posiadacie. Następnie będę oglądać ze wszystkich stron Wasze rysunki, podziwiać, dumać nad nim, aż w końcu wybiorę ten który mnie najbardziej zaciekawi i go opublikuję 4.stycznia 2016r. na blogu.

jak nauczyć się rysować wyzwanie 2 zenja blog0002 jak nauczyć się rysować wyzwanie 2 zenja blog0004

Zapraszam też do dzielenia się inicjatywą „14 days of doodling” z Waszymi znajomymi i czytelnikami! Można udostępnić ten post albo podlinkować go i pobrać plakat. Niech kreatywność każdego ogarnie w grudniu! Im nas więcej, tym bardziej będziemy zmotywowani do codziennej dyscypliny! A propos dyscypliny, to słyszałam, że ona ma moc zbawienną! Powoduje, że łatwiej osiągamy cele w życiu i że coraz rzadziej mamy problem z odwlekaniem. Widzicie? Same plusy tego wyzwania! Inne zalety to:

  • relaks, wytchnienie, mini wakacje w ciągu dnia,
  • podczas czasu offline oczy odpoczywają od komputera,
  • szansa na nowe pomysły,
  • możliwość rozrysowania ręki,
  • zabawa z partnerem/partnerką/rodziną.

Do pobrania:


[szablon do rysowania]       [plakat]


Podaję jeszcze mini regulamin. W razie niejasności – piszcie śmiało w komentarzach lub na maila 🙂

1. Wyzwanie rozpoczyna się 1.12.2015r., a kończy 18.12.2015r.
2. Każda osoba posiadająca aparat/skaner oraz komputer/urządzenie mobilne może wziąć udział w wyzwaniu.
3. Wymagany jest również samodzielny wydruk szablonu A4 na podstawie pliku udostępnionego na blogu.
4. Uprasza się o samodzielne rysowanie.
5. Jeśli macie ochotę pisać o wyzwaniu i nim się dzielić, to poproszę o podlinkowanie do bloga z tym wpisem (nie do samego pliku PDF) i ewentualnie fanpejdża: https://www.facebook.com/zenjablog
6. W trakcie trwania wyzwania można publikować efekty na blogu, Facebooku i Instagramie wraz z hashtagiem: #decemberdoodling
7. Aby wziąć udział w wygranej, trzeba zeskanować (ewentualnie zrobić zdjęcie) wypełnioną w całości kartkę i przesłać na: hallo@zenja.pl
8. Termin nadsyłania pracy: 27.12.2015r.
9. Wygrywa najciekawszy projekt wg subiektywnej opinii Zenji.
10. Ogłoszenie wyników nastąpi 4.01.2016r.
11. Zastrzegam sobie prawo do opublikowania na na blogu (zenja.pl) i w mediach społecznościowych (Fb + In Zenji) zdjęć nadesłanych prac wraz z podaniem imienia + inicjału nazwiska lub pseudonimu i ewentualnie nazwy bloga właściciela pracy.
12. Zastrzegam sobie prawo do wprowadzania zmian do niniejszego regulaminu. Jeśli je wprowadzę, to informacja pojawi się na blogu.

Kto jest chętny? 🙂


 *Aby nie przegapić dnia rozpoczęcia wyzwania, polecam dołączyć do wydarzenia na FB 🙂

 jak nauczyć się rysować wyzwanie 2 zenja blog000

Mój praktyczny gadżet

Chyba nie jestem gadżeciarzem (żeńska opcja tego rzeczownika mi nie podchodzi). A przemawia za tym fakt, że miałam trudności ze spisaniem gadżetów, które posiadam… Pewnie przyczyna tkwi w tym, że nie uważam, abym miała coś ot tak sobie. Zasięgnęłam wiedzy w tym temacie u cioci Wikipedii:

Gadżet (ang/fr Gadget) – wymysł, przyrząd, urządzenie. Niewielki przedmiot, czasem niepełniący funkcji użytkowej. Gadżetami mogą być reklamówki, figurki, podstawki, przyciski do papieru, długopisy, breloczki, itp. Gadżet oznacza również nowe urządzenie techniczne o kwestionowanej funkcjonalności lub użyteczności. W Prywatnym leksykonie współczesnej polszczyzny występuje określenie durnostojki.

Przyznaję, że nie leży mi ta definicja… Ale ponaciągam trochę moją rzeczywistość i przedstawię Wam coś a la gadżet, gdyż biorę udział w wyzwaniu blogowym, organizowanym przez wTrampkachDoCelu, którego dzisiejszym tematem jest właśnie owa durnostojka 🙂

zenja blog bobble0001 zenja blog bobble0003

Bobble. Z różowym filtrem. Jest niewielki, funkcjonalny, chociaż nie niezbędny 🙂 Mowa tutaj o pojemniku, który zastępuje plastikowe butelki z wodą mineralną/źródlaną. Wlewamy do Bobble wodę-kranówkę i zakręcamy. Filtr, który znajduje się w zakrętce oczyszcza wodę, zachowując jej minerały. Oczywiście Bobble nie filtruje tak wody, żeby otrzymać wodę mineralną, ale i w kranówce znajdują się ważne pierwiastki, więc nie ma przeciwwskazań, aby ją pić. Moją butelkę posiadam już około 2 lata i miewałam okresy, kiedy często jej używałam oraz rzadko. Niezmiernie jednak wierzę w jej sens, czyli w to, że dzięki niej chronimy środowisko, gdyż nie kupując wody na mieście, nie przyczyniamy się do produkcji coraz to większych ilości plastiku. Dodatkowo prawie w każdej chwili można ugasić pragnienie, napełniając ją w dowolnym kranie, i to za darmo!. Już nie wspomnę o tym, że jest lekka, prawie wszędzie się mieści, no i miło się na nią patrzy 🙂 Ma jednakże dwa minusy: rysuje się, a podczas picie wydaje dziwny dźwięk. Filtr trzeba wymieniać co 300 napełnień. Czyli skoro mój Bobble ma pojemność 550 ml, to mogą w nim przefiltrować ok. 150 litrów wody!

Pominęłam w tym wpisie kwestię nawadniania się. Pewnie już dzisiaj każdy wie, jakie to ważne, i jak woda wpływa na nasz umysł oraz codzienne funkcjonowanie. Moim odkryciem sprzed roku jest fakt, że bóle głowy często wynikają z braku wody. Zaczęłam pić więcej wody i od tego czasu głowa boli mnie mniej, a Bobble dostał już drugi filtr 🙂

Wymienicie chociaż jedną durnostojkę? Można oczywiście wkleić zdjęcie 🙂

zenja blog bobble0002 zenja blog bobble0004

Wpis nie jest sponsorowany.

5 minut przy kawie i Franku

Frank Sinatra ze swoim utworem „New York, New York” (bez związku z moim miejscem zamieszkania, niestety…) leci w tle, a ja pląsam wokół… komputera! Bo piszę dla Was posta 🙂 Frank towarzyszył mi również podczas przygotowania „must have’u” dnia, czyli kawy! Dzielnie się spisał, gdyż teraz delektuję się pysznym czarnym napojem. Czyli już wiecie, co jest potrzebne z rana. Żartuję! Franka nie musi być, za to kawa – owszem. Mamy dzisiaj pierwszy dzień wyzwania blogowego, organizowanego przez Bastalenę. Temat – „must have” – przypadł mi do gustu, ale i tak musiałam trochę czasu spędzić, aby na coś się zdecydować spośród tylu niezbędników dnia codziennego (powietrza, wolności, zdrowia, no i kawy of course!).
Przygotowuję kawę na wiele sposobów. Wybrałam dla Was ręczny, tani i szybki, czyli french press, do którego chciałabym Was zachęcić, aby spróbować kawy w wersji bez mleka.
Dopiero kilka miesięcy temu dowiedziałam się, jak poprawnie posługiwać się french pressem. Cały proces zajmuje mi około 1,5 do 2 piosenek Franka, inaczej mówiąc – 5 minut. Nie sugerujcie się dużą  ilością kroków do przejścia – wszystko przebiega szybko i sprawnie. A najlepiej byłoby, gdybyście zechcieli mnie prześcignąć i pochwalić się tym w komentarzu 🙂
Zaczynamy!
must have kawa zenja0009
Składniki:
  • french press (wolę mały, na 200 ml wody, zakupiłam najtańszy na allegro za około 20 zł),
  • ziarna kawy,
  • młynek,
  • woda,
  • coś do odmierzania czasu (u mnie telefon),
  • waga,
  • ewentualnie Frank Sinatra albo inny „grajek”,
  • ewentualnie wczesny poranek (na piękny i aromatyczny początek dnia).
Pod zdjęciami napiszę więcej o składnikach. Teraz przechodzę do poszczególnych kroków w skrócie:
  1. Wlewamy wodę do czajnika, aby ją zagotować.
  2. Ważymy ziarna kawy. Polecam 6g na 100 ml wody. U mnie widzicie 200 ml naparu, czyli 12 g ziaren.
  3. Mielimy ziarna.
  4. Woda się zagotowała i nalewamy jej trochę do french pressa, aby go ogrzać.
  5. Wylewamy wodę z french pressa, aby wsypać do niego zmieloną kawę.
  6. Stawiamy french press na wadze.
  7. Ustawiamy odliczanie czasu na 3:00 minuty i włączamy.
  8. Wlewamy ok. 50 ml wody (waga ma pokazać 50 g i odczekujemy ok. 30 sekund.
  9. Mieszamy delikatnie łyżką napar.
  10. Dolewamy powoli kolejne 150 ml wody (waga pokazuje 200 g – mi się trochę przelało).
  11. Jak skończy nam się odliczanie 3 minut, dociskamy sitko french pressa i przelewamy napar od razu do kubka.
  12. Delektując się, budzimy się i myślimy o… (każdy uzupełnia wedle uznania).
must have zenja 000! must have zenja 100!
A teraz kilka wyjaśnień dla dociekliwych 🙂
Jaka kawa? Najlepiej jaśniej palona, aby wyczuć coś więcej, np. delikatny posmak porzeczki, cytrusów lub czekolady. Czasami sama podejmuję się palenia ziaren i kontroluję ich jasność 🙂 Ważne jest, aby ziarna było świeżo palone, dlatego warto kupować je w palarni (nawet online) albo kawiarni. Interesuje nas data palenia, a nie ważności. Najlepiej do miesiąca czasu.
Jakie mielenie? Paweł „Kapitan Strzykawa”, który jest kawowym guru i miałam z nim przyjemności rozmawiać, jest zdania, że jeśli nie stać nas na lepszy młynek żarnowy, to może być ręczny, a w ostateczności każdy młynek (również ten z ostrzami, który był popularny w komunizmie), byle nie kupować zmielonej kawy.
Jaka waga? Mam kuchenną i jubilerską, gdyż to najtańsze opcje. Jeśli nie planujecie podróżować z kawowym wyposażeniem, to wystarczy tylko kuchenna. Pewnie kiedyś kupię sobie specjalistyczną do kawy, taką od razu z liczeniem czasu.
Jaka woda? Ja używam kranowej i lekko ostudzonej, wystarczy nawet 1 minuta czekania, a temperatura spadnie do około 90 stopni. Można również zmierzyć temperaturę wody. Najtańszy termometr to ten, którego używa się do sprawdzania potraw w piekarniku.
Po co ważyć? Polecam koniecznie ważyć ziarna i wodę, aby nie robić kawy na oko, bo raz nam wyjdzie, raz nie. Bez kontrolowania wagi nie będziemy wiedzieć, co trzeba zrobić, aby powtórzyć nasz sukces.

Mam już w planach zaproszenie Was do spróbowania innej metody parzenia, którą również lubię. Natomiast jestem najpierw ciekawa, jakie są Wasze odczucia co do french pressa? Czy wykorzystujecie go? Być może robicie w nim herbatę? Chyba że w ogóle nie pijecie czarnej kawy? Aaa! 🙂